Giskana Fojermana Loci wody po naszymu, nie yno do rymu
 
Danga
Linki
Velorex
Godōmy po naszymu
Ślōnsk znany a niyznany
Piyrszo strona
O mie
Napisz do mie - kontakt 
Fraszki a powiedzynia
Radzijów, Rybnik
Fraszki a powiedzynia II
Fraszki a powiedzynia III
Opowiadania
Dlo dziecek
O Tigrze we fligrze
Dlo dziecek II
Slónsk downiyj
Slónsk dzisiej
Ślónsk dzisiej II
Ślónsk dzisiej III
Limeryki
Śpiywki ślónski
Limeryki II
Prziroda
Wiersze roztomańte
Wiersze roztomańte II
Wiersze roztomańte III
O Fojermanie
O kocie w samolocie
Po polsku - dla dzieci
Po polsku - różne
Po polsku - dla dzieci II
Po polsku - dla dzieci III
Po polsku - różne II
To już było (archiwum)
Podziel sie sobom
Bruksela
Miszmasz
Kiczka
Godej_haslo
Wożymy
Rybnicki rōnda
 


Licznik

o2u.pl - darmowe liczniki

Ksiónżka gości

 

Nowości i zmiany

2010.10.26


Antarktyda


Z cyklu „O kocie w samolocie”


Właśnie zaczęło się lato,

Choć kotek nie wpłynie na to,

Że słonko tak mocno grzeje,

I pot się z niego leje,

Lecz przecież może coś zmienić,

By dotrwać do jesieni.

Ja się nie będę tu prażył

I leżał bezczynnie na plaży.

Zwiedzić chce coś nowego:

Antarktydę i Biegun!

Wybrał się tam kot latem,

Więc nie pomyślał tymczasem,

Żeby do torby schować,

Jakieś zapasy zimowe.

Samolot w powietrzu leci,

W śnieżnej zadymce, w zamieci,

Tiger za stery trzyma,

Bo z burzą żartów nie ma,

Cztery razy, od nowa,

Próbował wylądować.

Skąd tyle śniegu dokoła?

Pług śnieżny trzeba wołać.

Ledwie z kabiny wyskoczył,

Jak w lodówce się poczuł.

Jaaaaak tu wieeeeeje.

To nie jest

Wcale śmiech.

W buty wpierw

Wskoczył,

Potem

Rękawice założył.

Czego to ten kot dożył.

Jak długo jestem kocurem,

Zawsze miałem pazury

Gołe!

Czoło

Też schował głęboko w czapkę,

Żeby nie zmarzło przypadkiem.

Zakrył też dobrze uszy,

Zanim w drogę wyruszył.

Idzie Tygrysek w zamieci

I widzi, że coś leci,

Więc trochę zrzedła mu mina,

Bo nie poznał pingwina.

-Ty jesteś kto?

-Wędrowiec, kot!

Idę prosto na biegun.

-W takim ogromnym śniegu?

Przecież ty tam zamarzniesz

I zginiesz z zimna marnie!

Co to za jeden gość,

Tiger miał tego dość,

Był już naprawdę zły.

-A skąd się wziąłeś ty?

-Ja jestem pingwin, ptak.

Kotek z wrażenia aż siadł!

-Pierwszy raz w życiu widzę

Taką parodię skrzydeł.

Jeżeli ptaka udajesz,

To przefruń chociaż kawałek.

-Ja nie potrafię fruwać

I nie robię ci uwag.

Mam tylko jedną radę:

Zostań tu z naszym stadem.

Poczekaj lepiej

Aż się ociepli.

To jest ryzyko,

Iść tak daleko.

Jest zła pogoda.

Więc wielka szkoda

By cię było.

Zrobiło

Się kotu żal,

Że się z pingwina śmiał.

Odwiedzę te pingwiny,

Chociaż na dwie godziny.

Został dłużej, do rana.

Do picia dostał tranu.

Choć woli z reguły mleko,

To nie odmówił leku

Bo łamie go już w kościach.

Pingwiny leczą gościa

I nadziwić się nie mogą

Tym jego słowom,

Że zwiedził tyle świata.

Już cała chata,

Kto tylko zdoła się zmieścić,

Słucha tych opowieści.

Kot wpadł im w serca,

Więc są w rozterce,

Mają powody,

W taka pogodę

Nie puścić go w drogę.

Wszyscy mogą

Pójść z nim, całym stadem,

Lecz dopiero latem dają radę.

Odmówić nie miał sumienia,

Więc plany swoje zmienił:

Samolot w śniegu odnalazł

I wrócił do domu zaraz


Fojerman

 
Copyright (c)2009-2017 {Fojerman}