Giskana Fojermana Loci wody po naszymu, nie yno do rymu
 
Piyrszo strona
Danga
Linki
Velorex
Godōmy po naszymu
Ślōnsk znany a niyznany
O mie
Napisz do mie - kontakt 
Fraszki a powiedzynia
Radzijów, Rybnik
Fraszki a powiedzynia II
Fraszki a powiedzynia III
Opowiadania
Dlo dziecek
O Tigrze we fligrze
Dlo dziecek II
Slónsk downiyj
Slónsk dzisiej
Ślónsk dzisiej II
Ślónsk dzisiej III
Limeryki
Śpiywki ślónski
Limeryki II
Prziroda
Wiersze roztomańte
Wiersze roztomańte II
Wiersze roztomańte III
O Fojermanie
O kocie w samolocie
Po polsku - dla dzieci
Po polsku - dla dzieci II
Po polsku - różne
Po polsku - różne II
To już było (archiwum)
Podziel sie sobom
Bruksela
Miszmasz
Kiczka
Godej_haslo
Wożymy
 


Licznik

o2u.pl - darmowe liczniki

Ksiónżka gości

 

Nowości i zmiany

 


2004.09.26


Jeden dzień z życia


Dumny jest mały Franek i chwali się kolegom,

że ma dzielnego tatę, który ratuje ludzi.

Strażakiem jest tata jego,

czym wśród chłopaków podziw budzi.



Zaprosili kiedyś Franka tatę - Krzysia,

do szkoły na lekcje dzieci,

by opowiedział swoje przeżycia,

jak w straży mu czas leci.



Posłuchajcie więc strażaka Krzysia,

o jednym jego dniu w straży,

opowie on swoje przeżycia,

z dnia który kiedyś się zdarzył:



Gdy do pracy przychodzi, od razu

w mundur swój on się ubiera

i udaje sie do samochodów, do garażu

i sprzęt swój z sobą zabiera.



Ma tam hełm, co głowę chroni,

maskę na twarz przeciwdymową,

rękawice specjalne do ochrony dłoni

i kominiarkę przeciwpożarową.



Ma także mundur specjalny,

latarkę świecącą w nocy,

i taki czujnik specjalny,

który sam wzywa pomocy.



Wszystko to strażak w szatni zostawia,

przy samochodach na garażu,

gdy niebezpieczeństwo się pojawia,

może to z sobą zabrać od razu.



Teraz strażak sprawdza samochody,

czy wszystko na swoim miejscu leży,

czy w zbiornikach jest pełno wody,

czy węże zwinięte są jak należy.



Jest tutaj ważny każdy szczegół,

wszystko musi dokładnie pasować,

w czasie pożaru wszystko robi w biegu

i wtedy nie może niczego brakować.



Gdy wszystko strażak przygotuje,

pozałatwia wszystkie sprawy,

idzie i wodę gotuje,

żeby się napić herbaty, czy kawy.



Następnie strażak parę godzin ćwiczy,

wszyscy muszą się razem zgrać,

by jeden na drugiego mógł liczyć,

by udział w akcji wspólnie mogli brać.



Węże rozwijać się uczą,

pierwszej pomocy udzielać,

zawsze gotowi być muszą,

czy święto, czy niedziela.



I po drabinie chodzą,

dokładnie i bezpiecznie,

czasami z wężem z wodą,

by umieć, gdy to konieczne.



****



Drogą dwaj chłopcy idą sobie

i zobaczyli polankę suchej trawy,

zrodziło im się w głowie,

by ją podpalić dla zabawy.



Już słychać alarm głośny,

ktoś zadzwonił do straźy,

telefonisty głos donośny:

UWAGA. POŻAR TRAWY.



I biegną wszyscy strażacy,

jedni po rurach zjeżdżają

i jacyś inni tacy,

w pośpiechu się ubierają.



Specjalne buty wkładają,

ubranie przeciwogniowe,

już hełmy na głowach mają,

więc wszystko do akcji gotowe.



Rusza ekipa dzielna do akcji,

do ognia gdzieś tam w oddali

i słychać w radiostacji:

'szybciej, bo las się zapali'.



Pędzą, pędzą i dojechali,

węże w mig rozwijają,

hektar trawy się pali,

więc wodą polewają.



Samochód w łące grzęźnie,

bo dróżka bardzo wąska,

więc rozwinęli wszystkie węże,

lecz już nie płonie łąka.



Tak to z powodu zabawy

dwóch niepoważnych chłopaków,

spłonął hektar trawy,

angażując sześciu strażaków.



Las oni cały uratowali,

lecz nieźle się zmęczyli

i wodę całą wylali,

a tu słychać po chwili...



Telefonista ich woła,

głos ten oni dobrze znają:

'tam pali się stodoła',

a aut już więcej nie mają.



Węże zwijają w pośpiechu,

ile sił im jeszcze zostało,

biega człowiek przy człowieku,

lecz wody mają mało.



Jadą przez wieś, hydrantów szukają,

w końcu jakieś znaleźli,

niestety, końcówek one nie mają,

bo huligani na złom wywieźli.



Bezsilni, w duchu wyzywają,

bo zdają sobie przecież sprawę,

że ludzie tam na pomoc czekają,

a ktoś bezmyślnie podpalił trawę.



Zanim wodę zatankowali,

minęło prawie pół godziny,

nim przed stodołę zajechali,

zastali tylko spalone ruiny.



Smutni są gospodarze, smutni nasi strażacy,

bo mimo ich poświęcenia dużego

i ich ciężkiej, niebezpiecznej pracy,

nie zdąrzyli uratować niczego.



Gdyby w remizie normalnie stali

i sprzęt do akcji mieli gotowy,

stodołę całą by uratowali,

a może chociaż do połowy.



Jadą strażacy z powrotem do straży,

wszyscy zmęczeni, umorusani cali

i każdy ma smutek wyryty na twarzy.

Po co ktoś trawę pali?



W remizie sprzęt oni czyszczą,

już rząd cały węży nowy

i hełmy ich też znowu błyszczą,

do akcji kolejnej są gotowi.



Tak się skończył dzień pracy

naszego strażaka Krzysia

i dzieci mogły zobaczyć

kawałek z jego życia.



Już koniec wierszyka tego

i coś do zapamiętania:

NIE PAL NIGDY TRAWY KOLEGO!

Strażak ma inne zadania.


Fojerman

 
Copyright (c)2009-2017 {Fojerman}