Rak i żaba
Przyszła kiedyś do raka żaba,
by porozmawiać w pewnej sprawie,
i tak to niego gada:
-Co pewien czas w naszym stawie
woda jest jakaś brudna
i pełno w niej jest szlamu.
Sprawa to dla mnie trudna,
lecz muszę powiedzieć to panu.
Ja podejrzewam sąsiada,
że sąsiad po bagnach brodzi,
a gdy do domu wpada,
to brudny do wody wchodzi.
Ja proszę, sąsiedzie drogi,
niech się pan trochę potrudzi,
niech pan myje swe nogi,
bo pan tę wodę brudzi.
-Co też sąsiadka gada!
Taka z pani wielka dama.
Tak oczerniać sąsiada.
Niech pani myje się sama.
Ja jestem cały czerwony,
a woda jest zielona,
to pewnie z pani strony,
jest taka zabrudzona.
Kłócą się tak dzień cały,
nie mogą dojść do zgody,
aż w końcu zwierzyniec cały
zebrał się wokół wody.
Posłano w końcu po sowę,
by spór sąsiedzki rozwiązać,
sowa drapie się w głowę,
bo przecież jest taka mądra
i tak rzecze po chwili:
-Wszak dzisiaj jest po burzy,
a wy tu, moi mili
taplacie się w kałuży.