Od autora
Oddając tę książkę do rąk Czytelników odnoszę wrażenie, jakbym oddawał cząstkę siebie i to tę cząstkę najcenniejszą. Wspomnienia, te ukryte najgłębiej w sercu, jest to coś, czego nikt nie może nam zabrać, dopóki sami nie zechcemy się nimi podzielić z innymi. Przecież
„kożdy mo swoji gniozdo. I jakigoś ptoka…”
Moim „gniozdym” jest Grabowina w Radziejowie, gdzie się urodziłem, przeżyłem ponad 30 lat życia, obserwując powolną degradację terenu z powodu szkód górniczych, gdzie mimo zburzenia domu pozostało serce. Pomimo tego, że
„trza zaś jakoś prziwyknyć ku tym nowym ludziōm”,
to jednak zawsze myślami będziemy wracać w miejsca i czasy swojego dzieciństwa. Chociaż czasami wydaje się nam,
„że czasy sōm nowe”,
wszystko się zmienia, odchodzi wraz z upływem lat, to może jednak warto spojrzeć na to z innej strony, może to my się zmieniamy, nie chcemy dostrzegać piękna tego świata tak, jak dawniej? Może jednak warto
„wziōnś brele rōżowe i zaś sam bydzie piyknie?”
Dlatego proszę Cię Drogi Czytelniku, abyś
„choć roz za czas wziōn do rynki ta ksiōnżka,
kartki chcioł poprzewracać, o tym kōnsku Ślōnska,
co już sie kajś straciōł”

Każdy z nas ma też jakiegoś „ptoka”. Moim „ptokym” jest pisanie, jako „Fojerman”, głównie po śląsku i do rymu. Wszystko zaczęło się tak naprawdę w pewną niedzielę czerwcową, w 2006 roku, kiedy to znalazłem w internecie stronkę „Lauba Ślonsko”, dzięki której poznałem min. Pana Bogdana Dzierżawę – „Utopka z Wielopola”. To Pan Dzierżawa namówił mnie do pisania głównie po śląsku, mówiąc, że „po polsku może pisać kożdy, a po naszymu yno nikerzi”. To Utopek był pierwszym i głównym recenzentem moich tekstów, zamieszczanych początkowo na stronie „Lauby Ślonskij”, a z czasem także na „Giskanie Fojermana”. Także Pan Dzierżawa namówił mnie do spisywania swoich wspomnień z dzieciństwa, a później wielokrotnie powstrzymywał mnie przed ich pochopnym publikowaniem na „Giskanie”, zanim nie będą gotowe do publikacji.
Teksty w książce w całości pisane są po ślōnskuz użyciem głównie polskiej pisowni. Dodatkowo zastosowano dwie śląskie litery: „ō” i „ô”. Zdaję sobie sprawę, że ciężko czyta się teksty po slōnsku, szczególnie te, z zastosowaniem dodatkowych „daszków”, czy „ptaszków” nad „o”. Tym niemniej, po długich dyskusjach, wysłuchaniu argumentów „za” i „przeciw” uznałem, że te dwie litery powinny się w książce znaleźć. Litery ta nie występują w języku polskim, a są używane na całym śląsku. Prawdą jest, że starzy Ślązacy potrafią używać litery „ō” bez specjalnych daszków, a Polacy nie potrafią tej literki przeważnie wypowiedzieć i czytają „u”, albo „o”. Prawdą jest też jednak, że jest dużo młodych Ślązaków, którzy znają literkę „ō”, potrafią ją wymówić, ale mają problemy z prawidłowym używaniem jej w mowie. To głównie z myślą o tej grupie czytelników została zastosowana ta literka, żeby wiedzieli np., że polskie słowo „mój” po ślōnsku brzmi „mōj”, a nie „muj”, ani „moj”. Po śląsku „moj” oznacza po prostu miesiąc maj. Literę „ô” można czytać „ło”, lub jako zwykłe „o”.
Wszystkich, którym przeszkadzają te „ptaszki”, proszę tylko o jedno, aby przymrużyli oko i widzieli tam w tekście zwykłe „o” i czytali po swojemu.
Teksty w książce są wyborem moich wspomnień zdzieciństwa Zapraszam również do przeczytania innej „twórczości” Fojermana, której większość, również tę pisaną po polsku, znaleźć można w internecie na „Giskanie Fojermana” pod adresem www.fojerman.pl.
Książkę tę dedykuję przede wszystkim Panu Bogdanowi Dzierżawa, dziękując jednocześnie za wszelką okazaną pomoc w trakcie jej powstawania. Dedykuję ją też moim nieżyjącym już niestety rodzicom – Łucji i Romanowi oraz siostrze Alicji i braciom Jerzemu i Reinholdowi, którzy nauczyli mnie przoć Grabowinie, naszej godce, kulturze i ogólnie Naszej Ojcowiźnie – Ślōnskowi. Chcę też dedykować tę książkę swojej córce – Martynie, wyrażając jednocześnie nadzieję, że zechce w przyszłości chociaż częściowo zainteresować się jej zawartością, a przez to poznać „świat”, w którym urodził się i żył jej tata.
Na koniec chciałbym prosić Czytelników o wyrozumiałość. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłem, wprost przeciwnie, chciałbym zobaczyć uśmiech na twarzach Czytelników na wspomnienie lat dziecięcych. Czekam także na opinie na e-mail: stawlik@wp.pl
Stanisław Neblik – Fojerman