Giskana Fojermana Loci wody po naszymu, nie yno do rymu
 
Danga
Linki
Velorex
Godōmy po naszymu
Ślōnsk znany a niyznany
Piyrszo strona
O mie
Napisz do mie - kontakt 
Fraszki a powiedzynia
Radzijów, Rybnik
Fraszki a powiedzynia II
Fraszki a powiedzynia III
Opowiadania
Dlo dziecek
O Tigrze we fligrze
Dlo dziecek II
Slónsk downiyj
Slónsk dzisiej
Ślónsk dzisiej II
Ślónsk dzisiej III
Limeryki
Śpiywki ślónski
Limeryki II
Prziroda
Wiersze roztomańte
Wiersze roztomańte II
Wiersze roztomańte III
O Fojermanie
O kocie w samolocie
Po polsku - dla dzieci
Po polsku - różne
Po polsku - dla dzieci II
Po polsku - dla dzieci III
Po polsku - różne II
To już było (archiwum)
Podziel sie sobom
Bruksela
Miszmasz
Kiczka
Godej_haslo
Wożymy
Rybnicki rōnda
 


Licznik

o2u.pl - darmowe liczniki

Ksiónżka gości

 

Nowości i zmiany

Nachricht Nachricht
Informacja prasowa Tôwarzistwa Piastowaniô Ślónskij Môwy Danga - 6/2009
Co otworzy śląską puszkę Pandory?

(stanowisko Tôwarzistwa Piastowaniô Ślónskij Môwy Danga w związku z artykułem „Dwie dusze Ślązaka” opublikowanym w Newsweeku 32/2009)

Puszka Pandory to symbol nieszczęść, czegoś, co wywołuje mnóstwo nieprzewidzianych trudności, źródło niekończących się smutków i kłopotów. Taką definicję podaje popularna internetowa encyklopedia „Wikipedia”. W wywiadzie „Dwie dusze Ślązaka” (Newsweek 32/2009) pani prof. Dorota Simonides wyraża pogląd – ku naszemu ogromnemu zdumieniu – że ewentualne uznanie śląskiej mowy za język regionalny otworzy „puszkę Pandory”. Niestety czytelnik nie dowiaduje się, na czym by miało polegać owo niekończące się pasmo smutków i kłopotów. Czy nieszczęściem tym miałoby być istnienie w Rzeczypospolitej kilku języków regionalnych, np. śląskiego i góralskiego? Przecież „język regionalny” jako kategoria prawna (a nie ściśle językoznawcza) ma służyć dobru powszechnemu, jakim jest bogactwo kulturowe społeczeństwa. Z założenia jest to narzędzie, za pomocą którego zainteresowane społeczności mogą stworzyć przeciwwagę dla kulturowej unifikacji i uniformizacji współczesnego świata.

W wyniku zawieruch historycznych Polska stała się po II wojnie światowej jednym z najbardziej jednolitych etnicznie państw w Europie. Poza Kaszubami, Góralami i Ślązakami trudno jest wskazać w naszym kraju jeszcze jakieś mniejszości, które zdołały uchować swoją mowę w takim stopniu, że mogłyby się starać o status języka regionalnego. Jeśli działania Ślązaków zainspirowałyby jakieś inne grupy ludności językowo wyróżniające się na tle ogólnopolskim, to z punktu widzenia „ekoróżnorodności środowiska językowego” w Polsce należało by się z tego faktu cieszyć, a nie dopatrywać się w nim zagrożenia. Pani profesor musi mieć naprawdę bardzo niskie mniemanie o Polakach, skoro uważa, że tylko kulturowe i językowe ujednolicenie zapewni naszemu krajowi pokój społeczny. Proszę zauważyć, że ustawa, na którą powołuje się pani profesor, nie nakazuje gminom zamieszkałym przez mniejszości językowe wprowadzenia języka mniejszościowego, a tylko zezwala im na to. Ostateczną decyzję i tak podejmują samorządy. To za każdym razem wymaga współpracy i porozumienia mniejszości z większością. Dlaczego lokalnym społecznościom tego zabraniać?

Towarzystwo „Danga” podkreśla, że to nie „polskość standardowa” jest w Polsce dobrem ginącym, ale przejawy kultury, a w szczególności każda forma języka, które się od niej odróżniają.

Dla Tôwarzistwa Piastowaniô Ślónskij Môwy „Danga” najważniejszym powodem starań o nadanie śląszczyźnie statusu języka regionalnego jest prosta obserwacja: Dialekt śląski wymiera. Nie trzeba być językoznawcą, żeby to widzieć i słyszeć. Pani profesor nie ma racji twierdząc, że śląszczyzna była „od zawsze” jedynie językiem domowym. Wszystkie opracowania gwarowe poświadczają jednoznacznie, że po śląsku mówiono prawie wszędzie, również poza domem: w polu, w warsztacie pracy, na targu, w kontaktach z mieszkańcami regionu - czyli wszędzie, za wyjątkiem kontaktów z obcymi urzędnikami i przybyszami. Potwierdzeniem tego jest istnienie w mowie śląskiej wielu słów przynależących do terminologii prawniczej, ekonomicznej, czy technicznej, które można znaleźć w materiałach dialektologicznych. Śląszczyznę wyrugowano w ciągu ostatnich 80 lat po kolei z większości tych domen. Poza nielicznymi i szybko topniejącymi enklawami zamieszkałymi przez autochtoniczną ludność, swoją ostatnią ostoję mowa śląska znalazła w wielopokoleniowej, niemieszanej rodzinie. Takie modele są jednak w dzisiejszym świecie bardzo trudne do utrzymania, a oparcie się jedynie na nich może prowadzić do izolacjonizmu i zepchnąć mniejszościową społeczność na margines nowoczesnej cywilizacji.

Przekaz międzypokoleniowy załamuje się jednak nawet w rodzinie, gdyż język dorastającego człowieka kształtuje dziś w małym stopniu dom oraz najbliższe śląskojęzyczne otoczenie (które zresztą mało gdzie się uchowało). Za to przemożny wpływ wywierają na nas szkoła, uczelnia, mass-media, miejsce pracy, czyli domeny, gdzie niepodzielnie dominuje język polski standardowy. Do tego dochodzi postawa śląskich rodziców (będąca regułą a nie wyjątkiem!), którzy zdając sobie sprawę z negatywnych stereotypów i niewielkiej funkcjonalności „języka wyłącznie domowego”, świadomie mówią do dzieci „czysto po polsku”, traktując swoją tradycyjną mowę jako niepotrzebny balast i przeszkodę w życiu. Prof. Simonides nie tylko zdaje się nie dostrzegać tych zjawisk, ale swoimi sugestywnymi twierdzeniami wręcz utwierdza czytelnika w przekonaniu, że inaczej być nie może i być nie powinno.

Dla ogromnej większości młodego pokolenia Ślązaków niebo nie jest już więc ani modre ani światłe ale tylko niebieskie, a kapusta jedynie czerwona. Zadziwia nas, z jaką wytrwałością powtarza się powiedzenie „co wieś to inna pieśń”, nie dotrzegając faktu, że różnice regionalne bledną w porównaniu z różnicami międzypokoleniowymi. Język młodej generacji ma z reguły bardzo mało wspólnego z językiem naszych dziadków i pradziadków opisywanym przez Nitscha, Olescha i Zarębę. To często zupełnie zerodowany system, właściwie normalna polszczyzna potoczna z kilkoma reliktowo zachowanymi „ausdrukami” i końcówkami.

Tôwarzistwo Piastowaniô Ślónskij Môwy Danga, obserwując bacznie silne i wszechobecne procesy asymilacyjne zachodzące na Śląsku, od samego początku ostrzega, żejęzyk Śląska zepchnięty do roli czystego narzecza domowego, bez wsparcia ogólnodostępnej edukacji, nie ma obecnie szans na przetrwanie.

Mała społeczność, taka jak nasza, może się przeciwstawić uniformizującemu wpływowi otoczenia tylko przez świadome działania edukacyjne i samoedukacyjne. Młodzi ludzie potrzebują dziś orientacji, punktu odniesienia, które pozwalałby im wyłapywać w otaczającej ich mieszaninie językowej cechy śląskie i rozstrzygać niepewności językowe. Do tego potrzebujemy narzędzi: słowników, podręczników, popularnych poradników przygotowanych w oparciu o opracowaną i usystematyzowaną przez językoznawców wiedzę: zasady śląskiej gramatyki, morfologii i fonetyki. Trzeba stworzyć możliwości do systematycznej nauki śląszczyzny oraz warunki, żeby język ten mógł na nowo obrosnąć kulturą. Temu właśnie celowi mają służyć działania kodyfikacyjne!

Stanowczo protestujemy przeciwko nazywaniu tak pojętego śląskiego języka bytem sztucznym. Jest wręcz przeciwnie – rzetelnie opracowany przez ludzi mających odpowiednie kwalifikacje zbliża on nas do języka najstarszego pokolenia, przywraca jego pierwotną funkcjonalność, pomaga konsekwentnie zachowywać cechy śląskie, wreszcie stwarza podstawy do tego, żeby się uczyć po śląsku systematycznie a nie wyrywkowo.

Danga uważa, że obawy prof. Simonides wyrażone we wspomnianym wywiadzie są zupełnie nieuzasadnione. Przecież w hipotetycznym przyszłym słowniku śląszczyzny słowo „światły” może być potraktowane na równych prawach z przymiotnikiem „modry”, a do każdego z nich może być dodany komentarz o tym, w której części Śląska należy go używać. Niestety wielu ludzi – nawet bardzo wykształconych – pada ofiarą założenia, że „skodyfikowany” język musi być jednowariantowy, musi posiadać ścisłą normę, w której nie ma miejsca na „bogactwo gwar”. Otóż jest to założenie bardzo mylne, wynikające z nałożenia na postulowaną kodyfikację śląskiego ciasnych schematów myślowych obowiązujących w polszczyźnie standardowej. Innych wzorców nie mamy wokół nas lub nie zadaliśmy sobie trudu, żeby do nich dotrzeć. Kto jednak śledzi poczynania regionalnych mniejszości językowych w Europie, łatwo dostrzeże, że Śląsk nie jest wyjątkiem i że prawie wszędzie jest tak jak u nas – występuje mniej lub bardziej silne zróżnicowanie dialektalne i ograniczenie funkcjonalne języka/dialektu („ludowość”/„gwarowość”). Jednak w wielu regionach Europy – w tym również w Polsce (Kaszubi, Łemkowie) – uznano, że nie jest to przeszkodą w kodyfikacji języka i podjęto świadomie pozytywistyczne prace nad tym, żeby choć częściowo wyrównać funkcjonalną asymetrię pomiędzy językiem państwowym a językiem społeczności mniejszościowej. Należy podkreślić, że ograniczenie funkcjonalne nigdy nie jest pochodną cech systemowych danego języka/dialektu, lecz jedynie odzwierciedleniem jego roli i prestiżu w społeczeństwie lub państwie, czyli faktorów socjologicznych. Również dlatego uznanie śląszczyzny za język regionalny jest wskazane. Prestiż, rola w życiu społecznym regionu, edukacja językowa – to są czynniki, od których zależy dziś przyszłość spuścizny językowej Śląska.

Tradycyjny podział na języki (narodowe), dialekty i gwary ludowe nie odzwierciedla już, szczególnie w ujęciu socjolingwistycznym, złożonej rzeczywistości językowej Europy. Dialekt przywoływanych w wywiadzie Alzatczyków jest jak najbardziej językiem regionalnym i to właśnie tego dialektu, a nie standardowej niemczyzny, uczy się 100.000 uczniów w szkołach regionu (dane z „Wikipedii” niemieckojęzycznej). Również śląski język/dialekt dawno już wyszedł poza ramy tradycyjnie pojętej gwary ludowej, czyli języka niewykształconych mieszkańców wsi. Gdyby potraktować poważnie zastrzeżenia prof. Simonides, to języki-dialekty, istniejące przede wszystkim w postaci gwarowej – jak kaszubski, północnoniemiecki, dolnołużycki, irlandzki, bretoński, łemkowski, retoromański – nie miałyby racji bytu jako „twory sztuczne”, „niszczące bogactwo gwar”. Ale one nic nie niszczą, gdyż norma w tych językach z reguły nie jest jednolita i dopuszcza (a nawet zaleca) warianty lokalne. Tu widać wyraźnie, że kodyfikacja wcale nie skazuje śląszczyzny na ujednolicenie – i taką zasadę przyjęła tworząca się komisja kodyfikacyjna języka śląskiego.

Pamiętać należy, że nawet różnorodność gwarowa nie oznacza dowolności – każda najmniejsza nawet gwara ma swój system językowy, swoją niepisaną normę, którą można opisać i udostępnić zainteresowanej społeczności. Poza tym – pomimoniektórych różnic – gwary śląskie mają przecież mnóstwo cech systemowych wspólnych. Dlaczego więc ich opisanie w przystępnej formie miałoby wykreować „byt sztuczny”?

Prof. Simonides uważa, że śląski nie może być językiem regionalnym, gdyż jest dialektem polszczyzny. Tutaj jednak zauważamy wielkie zamieszanie terminologiczne. Pomimo że pojęcie „języka polskiego” w rozumieniu lingwistów zawiera w sobie wszystkie genetycznie polskie gwary i dialekty, to jednak w znaczeniu prawnym oraz w praktyce życia społecznego rozumie się przez nie jedynie polszczyznę standardową. Odczucie, że polszczyzna i śląszczyzna nie są bytami tożsamymi, jest powszechne. Na lekcji języka polskiego nie nauczymy się nigdy mówić czynnie po śląsku, słownik języka polskiego też nam w tym niewiele pomoże. Wręcz przeciwnie – w programach nauczania polskiego wiele elementów zorientowanych jest na uczulanie uczniów na gwaryzmy i na ich eliminację z języka. W praktyce mowa śląska jest traktowana przez polski system edukacji jak język obcy! Uważamy, że w sposób niedopuszczalny dochodzi tutaj do pomieszania definicji lingwistycznych z prawnymi. Pojęcie języka regionalnego nie jest pojęciem z zakresu dialektologii ani lingwistyki, lecz tytułem czysto prawnym. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby system językowy, w sensie wąskiej naukowej definicji lingwistycznej zaklasyfikowany jako dialekt, mógł w ujęciu administracyjno-prawnym zostać objęty ochroną jako język regionalny. W Europie mnóstwo takich mikrojęzyków/dialektów ma już taki status. Pytanie o podniesienie mowy śląskiej do statusu języka regionalnego jest w istocie pytaniem o to, czy Rzeczpospolita Polska uważa tę odmianę języka, używaną przez tysiące swoich obywateli, za wartą ochrony, czy nie.

Strach, że język regionalny oddali Ślązaków od Polski, jest uczuciem nieracjonalnym. Naszym zdaniem właśnie język regionalny, język, którego można się nauczyć, którego znajomość można doskonalić, jest realnym i cywilizowanym pomysłem na śląskość przyszłości, śląskość pogodzoną z polskością. Pielęgnowanie języka oznacza przeniesienie uwagi z rozpamiętywania naszych domniemanych i prawdziwych krzywd na działanie pozytywne – na to, co sami możemy zrobić ze sobą i dla siebie. Własny język, w którym poczucie śląskiej tożsamości znalazłoby zabezpieczenie, może nas wyzwolić od strachu, a co za tym idzie, wyciszyć pokusy izolacjonizmu i separatyzmu. Danga wyraża obawę, że właśnie brak przyzwolenia Ślązakom na ochronę swojego języka w taki sposób, w jaki by tego potrzebowali i sami chcieli, będzie powodem niezadowolenia społecznego i kolejnego rozczarowania Polską. Bo czy kraj bez języka naszych ojców zasługuje jeszcze na to, żeby nazywać go Ojczyzną?Zaprzepaszczenie być może ostatniego momentu na rewitalizację śląskiej mowy będzie niewybaczalne, a teza, że śląszczyzna to „język Rejów i Kochanowskich”, stanie się zużytym, zupełnie pusto brzmiącym frazesem.

Jako zarząd Dangi zapraszamy Panią profesor już teraz na następne spotkanie „Dangi” (termin podamy zawczasu). Nie mamy nic do ukrycia. Chcielibyśmy Pani dać sposobność zapoznania się z ideą i postulowanym kształtem kodyfikacji mowy śląskiej, tak jak ją rozumiemy, oraz do bezpośredniej rozmowy i wymiany poglądów.

W imieniu Tôwarzistwa Piastowaniô Ślónskij Môwy DANGA

Józef Kulisz, Grzegorz Wieczorek

Na dalsze pytania dotyczące śląskiego języka regionalnego oraz Tôwarzistwa „Danga” odpowie dr. Józef Kulisz (e-mail: jozef.kulisz@gmail.com; tel.: 609 09 68 86)


















 
Copyright (c)2009-2017 {Fojerman}